Translate

środa, 24 maja 2017

ZAKUPIWSZY: Skoda Favorit & Suzuki Alto HA11




Witam. Dziś zakupiwszy w ciekawym wydaniu, bo podwójnym. Stwierdziłem, że nie sensu robić osobnych wpisów o tych autach - wrzucę je w takim razie do jednego wora. Zacznę nietypowo, bo od końca - a konkretnie to od końca tych samochodów. Generalnie zostały zakupione w celu rozwałki w ramach mojego wieczoru kawalerskiego - ma być to takie destruction derby połączone z grillem, popijawą itd. Mam też na to chwytliwą marketingowo nazwę - "Szrociakowe Dożynki 2017". Przed sprzedającymi nie ukrywałem w jakim celu chcemy nabyć te auta i o dziwo ludzie mieli podejście typu - "o zajebista akcja, wolę sprzedać Wam, niż oddać na złom". No i git.




Dobra to możne kilka słów o bolidach. Pierwsza w nasze łapki wpadła Skoda Favorit w klasycznym dla tego modelu buraczkowym kolorze. Kupiliśmy ją we Wrocławiu - kilkaset metrów od miejsca, w którym teraz mieszkam. Historia zakupu jest dosyć ciekawa. Jak zapewne pamiętacie jakiś czas temu ogłosiłem na FB, że szukam gruzów do 500 zł z Wrocławia i okolic. W tło posta wrzuciłem zdjęcie Skody Favorit z rejestracjami DKL, Skody już sprzedanej - kilka dni wcześniej znalazłem bowiem ogłoszenie dotyczącej jej sprzedaży na sprzedajemy.pl Na szczęście zgłosił się do mnie jej poprzedni właściciel i zaoferował przekazanie mojego numeru kolejnemu właścicielowi, który akurat rozważał jej opylenie. No i takim oto sposobem udało się kupić auto, które to było już sprzedane. Favoritka zewnętrznie wyglądała zaskakująco dobrze, bo blacha jest w niej jeszcze niczego sobie, ale ma kilka spraw mechanicznych do ogarnięcia. Rozrząd wydaje takie dźwięki jakby pod maską siedział jakiś diesel, albo coś równie strasznego. Ma wrzucony jakiś inny gaźnik, no i po głębszym wykorzystaniu możliwości jakie oferuje nam pedał przyspiesznika (ach te dawne nazwy) auto lekko się dławi. Alternator nadaje się już do regeneracji, bo charakteryzuje się nieco za słabym ładowaniem, ale to w zasadzie tyle z wad, bo wypatroszonego wnętrza nie liczę - to w końcu przecież tylko zaleta dla określonej grupy odbiorców.


Zawieszenie jest w porządku, hamulcowie także - a ręczny trzyma jak szatan, co będzie bardzo przydatne. Ma nowy akumulator (już jest na niego chętny). Odczucia? Skoda jest zaskakująco duża we wnętrzu. Siedzi się w niej i prowadzi się ją tak, jakbyśmy siedzieli na krześle, a nie na fotelu z samochodu. Zawias jest stosunkowo wysoki, myślę, że zawstydza wiele nowych kroszołwerów. Bijcie mnie wałem korbowym od Jelcza, ale uważam, że stylistyka Favority wcale nie jest taka zła. Zestawiona z drugim zakupionym bolidem wydaje się nawet atrakcyjna.



Rocket bunny?







Alto przytuliliśmy po znajomości. Rodzina dziewczyny kumpla z pracy miała do opylenia Alto HA11 z 1997 roku za pińcet. Sprawne, z przeglądem i z OC, więc nie było się co zastanawiać. Fura niezbyt piękna (Favorita wygląda przy Alto dużo lepiej - widać włoską rękę;), ale za to bardzo funkcjonalna - byłem zaskoczony jak dużo miejsca oferuje we wnętrzu. Widać też wielki postęp w stosunku do poprzedniej generacji Alto znanej u nas pod postacią Daewoo Tico. Motur o pojemności niecałego litra ma 54 KM i aż 4 cylindry - napisałem "aż", bo mam ich na pokładzie wincyj niż niektóre nowe Skody Octavie, VW Golfy, czy Fordy Mondeo. Silnik może nie grzeszy pojemnością, ale Japończycy są mistrzami w konstruowaniu wydajnych silników o małej pojemności i tak też jest w tym wypadku. Jest rzecz jasna wysokoobrotowy i pomimo 54 KM naprawdę znakomicie daje sobie z napędzaniem tak lekkiej przecież budy. Bardzo fajnie mi się nim jeździ - zwłaszcza, że nie trzeba o niego dbać co daje fajny komfort psychiczny. Wady? Spory luz na przekładni kierowniczej, czasami zawiesza się rozrusznik i trzeba kilka razy próbować go odpalić, nie da się go zamknąć od strony kierowcy i to w zasadzie chyba wszystko z rzeczy istotnych, lub średnio-istotnych.









niedziela, 21 maja 2017

Z WIZYTĄ: Mobilne Muzeum Militarne


Witam. Wczoraj, chcąc nie chcąc, odwiedziłem Mobilne Muzeum Militarne, które otworzyło swoje podwoje specjalnie z okazji Nocy Muzeów. Skąd takie sformułowanie? Ano dlatego, że cały ten przybytek znajduje się na granicy z posesją moich rodziców, a fort pochodzący z końca XIX wieku widoczny częściowo na niektórych zdjęciach znam jak własną kieszeń - za łepka często zjeżdżałem z niego na sankach. Mieliśmy akurat rodzinnego grilla, urozmaiconego donośnym dźwiękiem odpalania Leoparda i stawianą przez niego zasłoną dymną (kto z Was był na takim grillu  - ręka w górę:) i to zachęciło mnie do osobistego stawiennictwa u "sąsiada". Pojawiło się więcej pojazdów, które tu pasują, niż zakładałem, toteż postanowiłem zrobić z tego cały wpis. Tradycyjnie proszę bardziej ogarniętych ludzi w temacie militariów o podpowiedzi co widzimy na zdjęciach - ja ogarniam swoją działkę, czyli pojazdy kołowe i kilka bardziej rozpoznawalnych sprzętów cięższego kalibru.

UAZ-ów 469 było kilka
GAZ-a 69 dopatrzyłem się tylko jednego

Zakładam, że już lekko zabytkowa mobilna piekarnia chleba - ale ładnie z niej pachniało
 

 A propos bochenków chleba...


T-34, ale jaki dokładnie to model to nie napiszę, bo dostane potem po głowie
O - to nie wiem
Renault FT-17
Sd.Kfz. 251. To o tym modelu myślałem patrząc na jego mniejszego brata Sd.Kfz. 250/1 w Serbii. 250-tka na tle 251-ki naprawdę wygląda jak zabawka na pedały
A takie oto "chmurki" produkowane przez Leoparda nadlatywały na nas od strony muzeum




czwartek, 18 maja 2017

PRAWDZIWA PATYNA: Dziwna Warszawa z Rumunii



Witam. Ostatnio dostałem zdjęcia bardzo ciekawego szrociaka. Tomek wyszperał na szrocie w Rumunii naszą Warszawę. Jak widać to jakaś ciekawsza wersja, ale raczej nie oryginalny furgon, bo te miały inną tylną klapę, a do tego były dosyć rzadkie. Obstawiam na przebudowanego wczesnego pick-upa, na co wskazywałby też emblemat na błotniku z oznaczeniem "200 P". We wnętrzu widzimy z kolei oznaczenie "204", ale ono jest raczej dołożone w późniejszym czasie. Podejrzewam, że jest to raczej rzeźba i chyba trudno będzie teraz dociec co było jej bazą. Tak, czy siak wygląda wspaniale. Przy okazji chciałbym oczywiście podziękować Tomkowi za podzielenie się ze szrociakami tym odkryciem. Jeśli Wy znajdziecie coś równie ciekawego np. podczas jakiś wakacyjnych wyjazdów to podsyłajcie to bez wahania.









poniedziałek, 15 maja 2017

SZROCIAKI REKLAMUJO: Zapas w sprayu




Witam. Na przestrzeni kilku lat działalności otrzymałem już kilka ofert reklamy na szrociakach, ale zawsze je odrzucałem. Tym razem zrobię reklamę - ale za darmo. Kilka dni temu miałem taka oto sytuację. Mieszkam teraz tymczasowo w nowym miejscu, gdzie nie jest łatwo o parkowanie. W czwartek rano wyjeżdżając do pracy usłyszałem dziwne dźwięki w tylnym lewym kole. Zatrzymałem się, sprawdziłem - wszystko było ok. Po pracy podchodzę do auta - guma. Przyjrzałem się jej dokładnie i zobaczyłem tkwiące w niej sporych rozmiarów śrubę i jednego wkręta... 


Moja pierwsza myśl była z natury tych niecenzuralnych na nowych sąsiadów. Miałem tego dnia jeszcze kilka rzeczy do ogarnięcia, więc guma była mi bardzo nie na rękę. Nie miałem ze sobą zapasu - jego miejsce zajmuje butla z podtlenkiem gazotu. Poza tym złapanie kapcia zdarza się bardzo rzadko - ja ostatnio miałem takowego w Peugocie 605 rodziców jakieś 12 lat temu. Ale jak widać - zdarza się. Na szczęście zawsze wożę ze sobą coś określane popularnie "zapasem w sprayu" i ww. powodów miałem okazję sprawdzić czy i jak to działa na sobie. Nie wchodząc w szczegóły ustawiamy auto tak by stało dziurą w oponie skierowaną do nawierzchni i po wstrząśnieniu pojemnikiem aplikujemy jego zawartość do środka. 



Opona podniosła się, ale nie na tyle by uznać ją na w pełni gotową do jazdy - ponoć tak ma być i faktycznie- po przejechaniu kilku km opona "dopompowała się", co stanowi dla mnie małą zagadkę. Znajomy wulkanizator szybko zajął się oponą. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ściągając oponę z felgi zobaczyłem w niej tylko nieco substancji przypominającej kolorem i gęstością mleko. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się czegoś w rodzaju pianki, która wypełnia oponę - a nic z tych rzeczy. Środek po aplikacji zakleja od środka dziurę.   

Wulkanizator stwierdził, że raczej nie ma możliwości, żeby ktoś wbił oba "obiekty" w oponę, bo równałoby się to ze zbyt dużą dawką zachodu i wysiłku, zwłaszcza w przypadku tej śruby.


Także polecam wozić to ze sobą na wszelki wypadek, nawet jeśli mamy na pokładzie koło zapsowe - taka doraźna naprawa jest szybsza i wygodniejsza, niż wymiana całego koła.